Płatne recenzje – prawda czy fałsz?

Kto dłużej interesuje się grami planszowymi, z pewnością słyszał choć raz, że recenzenci opłacani są przez wydawnictwa, a ich recenzje to tak naprawdę płatne reklamy – i że w związku z tym recenzentom ufać nie należy, bo przecież mówią lub piszą pod dyktando wydawców, nadużywając tym samym zaufania nieświadomych widzów i czytelników.

Z początku chciałem zająć się tym tematem sam, jako że zajmuję się recenzjami, a obecnie jestem również częścią zespołu zajmującego się wydawaniem gier. Po namyśle uznałem jednak, że lepiej zadać to pytanie innym wydawcom i recenzentom. Co myślą o płatnych recenzjach? Czy kiedykolwiek je zamawiali lub (w przypadku recenzentów) tworzyli? Oto, co wydawcy i recenzenci mieli do powiedzenia.

Zacznijmy od Tomasza Dobosza, założyciela popularnego wideobloga Gambit.tv:

Nie wiem, czy są recenzenci, którzy piszą/nagrywają opłacane recenzje. Wiem, że niektórzy zagraniczni recenzenci brali pieniądze za zrobienie preview na Kickstarterze, alle było to zawsze jasno powiedziane. Z natury jestem ufnym gościem, więc nie chce mi się wierzyć, że ktoś weźmie kasę za wystawienie lepszej oceny grze i uda, że to jego własna, niezależna opinia. Mi na szczęście nikt nie proponował zrobienia czegoś takiego. Moim zdaniem, wystawienie oceny za kasę, to strzał we własną stopę. Nikt ci już nie uwierzy. No, chyba że target takiego recenzenta to ludzie, którym nie zależy na opinii o danej grze, a chcą po prostu zobaczyć jak wygląda.

Może z Tomka po prostu naiwny gość, który nigdy nie natrafił na taki problem? Dla odmiany posłuchajmy zatem, co do powiedzenia ma (pragnący zachować anonimowość) polski wydawca?

Nigdy nie zamawialiśmy płatnych recenzji – i mamy ku temu co najmniej dwa dobre powody. Po pierwsze, dobry blog parentingowy ma zasięg dużo większy niż cała planszowa blogosfera. Po drugie, nie byłoby nas i tak stać na recenzję na takim blogu. Ostatecznie nie widzę nic nagannego w chęci otrzymywania pieniędzy za recenzje, wszak jeść musi każdy. Wiem, że niektórym recenzentom się płaci, ale taka inwestycja ostatecznie zupełnie się nie opłaca.

Udało nam się zatem ustalić, że niektórzy recenzenci wymagają opłat. To niezły pierwszy krok, ale wciąż wygląda na to, że cały proceder istnieje w szarej strefie. Zapytajmy zatem kogoś, kto nie boi się mówić bez ogródek – Jaro Andrusa z Phalanx Games, wydawcy tytułów takich jak Wyścig do Renu czy Mare Nostrum:

Każdy musi z czegoś żyć, czyż nie? Pewnie nie ja jeden znajduję na mailu oferty płatnych recenzji. Nie piętnuję tego specjalnie, bo jest to przejaw tego, że gry planszowe to dziś normalny, komercyjny biznes. Pozostaje jednak pytanie, czy mamy w takim przypadku do czynienia z recenzją, czy z płatną reklamą – i co jeśli z tą drugą? Ten sam problem dotyczy innych obszarów: telefonów, książek, kina, pieluch – w zasadzie wszystkiego. Na szczęście, póki co celebryci trzymają jeszcze z daleka, ale i to do czasu. Inną formą manipulacji jest podbijanie ocen na BGG. Widziałem przynajmniej raz jak gra wylądowała w top 10 po bardzo udanej „kampanii” tworzenia nieprawdziwych ocen.

Prawda wciąż czeka na odkrycie! Okazuje się, że recenzenci nie tylko dają się namówić na płatne recenzje, ale wręcz sami proponują taką usługę. Co o tej sprawie myśli Irek Huszcza z Board&Dice (wydawcy SuperHot i Pocket Mars)?

Jako B&D oczywiście staramy się budować relacje z blogerami, vlogerami i innymi recenzentami, których opinia jest dla nas ważna, a jednocześnie ich zasięg pozwala nam dotrzeć do szerokiego grona fanów i potencjalnych fanów. Natomiast jak się to ma do opłacania recenzji? Nie korzystamy z takiej formy promocji. Owszem, płacimy naszym partnerom za wykonanie ich pracy w postaci odpłatnej prezentacji zasad (zwłaszcza jeśli zależy nam na wysokiej jakości), weryfikacji zapisów instrukcji, czy pomocy w koordynacji tłumaczeń, natomiast nie jesteśmy zwolennikami opłacania recenzji. Nigdy nie korzystaliśmy z takiej formy promocji, ponieważ nie widzimy takowej potrzeby. Recenzja w naszym mniemaniu ma być obiektywna i wolna od jakichkolwiek „obciążeń” związanych z jej finansowaniem. Liczymy zawsze na szczere i uzasadnione wypowiedzi ludzi, z którymi pracujemy. Jeśli natomiast nie zgadzamy się z opinią, to po prostu wchodzimy w polemikę. Wolimy takie podejście, niż promowanie gry za pośrednictwem płatnych recenzji. My lubimy szczerość, otwartość i wolne propagowanie swoich opinii. Oczywiście bronimy naszych tytułów niczym lwy, ale to wynika z faktu, że po prostu w nie wierzymy.

Irek wspomina tu o czymś bardzo ważnym: choć niektórzy podpiszą się bez problemu pod płatną recenzją, to już wydawcy, którzy coś osiągnęli, raczej z nich nie korzystają. Dlaczego? Oto opinia Barta Samela z Games Factory (wydawcy, którzy zlokalizował Dominiona, Spartakusa, Pola Arle i Roll fro the Galaxy):

Raz otrzymaliśmy taką propozycję, ale nie skorzystaliśmy. Co prawda, autor określił ją mianem „prezentacji z opinią”, a nie recenzji, ale ostatecznie uznaliśmy, że nie będziemy się w to bawić. Większe byłyby potencjalne straty, gdyby sprawa się rypła, niż ewentualny przychód wygenerowany przez tego blogera.

Oto wydawca, który wstydziłby się zamówić płatną recenzję, szczególnie mając świadomość, że fani jego gier byliby bardzo niezadowoleni z takiego potraktowania. Spójrzmy zatem na drugą stronę i posłuchajmy, co do powiedzenia ma Stefan Ruth z niemieckiej strony Boardgamer’s Ballroom.

Wiem, że funkcjonuje co najmniej kilku recenzentów, którzy każą sobie płacić za recenzje. My nigdy byśmy czegoś takiego nie zrobili. Jeśli ktoś ci płaci, to wpływa to na twoją ocenę. Gdy dowiadują się o tym odbiorcy, natychmiast tracą zaufanie do takich recenzentów. Sam przestałem słuchać kilku recenzentów dokładnie z tego powodu.

Stefan twierdzi, że potencjalny zysk finansowy nie powetowałby uszczerbku na wizerunku i wiarygodności recenzenta. Barni Drukała z Black Monk Games (polskiego wydawcy Munchkina), zwraca uwagę na pewien problem etyczny:

Artykuły sponsorowane to w jakiś sposób, niestety, nieodłączna część marketingu i nie zdziwiłbym się, gdyby istniały także w planszówkowej branży. Inna sprawa, czy to dobra droga. Trochę gryzie się z moim podejściem do etyki w konkurencji – dobra gra obroni się sama. Szanujmy klientów i nie pakujmy kiepskich tytułów w opakowania ze złotych recenzji.

Inny duży wydawca dodaje:

Płatne recenzje pojawiają się na blogach/videoblogach oraz serwisach, które są prowadzone regularnie i mają bardzo dużą poczytność/oglądalność. W szczególności dotyczy to tych tzw. lifestylowych, które nie ograniczają się do jednej tematyki, a umiejętnie łączą zagadnienia z różnych dziedzin. Zdarzało nam się sponsorować artykuły dotyczące gier planszowych, bo zależy nam na promowaniu nie tylko wydawanych przez nas gier, ale rozwoju całej branży i uświadamianiu, że gry planszowe to nie tylko chińczyk i warcaby.

Ferdinand Andrew Capitulo, prowadzący The Cardboard Stacker, to pierwszy z recenzentów, który przyznaje, że czasem publikuje płatne recenzje – posiada nawet cennik. Uważa nawet, że płatności pomagają mu być lepszym recenzentem:

Płatne recenzje pomagają mi przetrwać, bo każda recenzja wymaga czasu i wysiłku. Dzięki nim jestem w stanie pokryć wydatki takie jak koszty subskrypcji oprogramowania i utrzymania strony internetowej. W sumie wychodzi tego całkiem sporo. Skoro ktoś mi za to płaci, to wiem, że muszę włożyć w tworzenie recenzji dość wysiłku, by wyprodukować wysokiej jakości materiały, mające znaczną wartość dla moich widzów.

Z drugiej strony, Stuart Dunn ze Stuart’s Study uważa, że:

Płatne recenzje to nie mit, stanowią raczej zło konieczne, bo dzięki nim więcej odbiorców dowiaduje się o grach. Mnie jednak wystarczy recenzencki egzemplarz gry.

Mogę osobiście poświadczyć prawdziwość ostatniego zdania – NSKN Games kilka razy wysyłało Stuartowi gry do recenzji i nigdy nie poprosił nas o pieniądze. Szczerze mówiąc, jako wydawca w ogóle nie płacimy za recenzje. W przeszłości zleciliśmy dwie płatne prezentacje swoich gier Undead Vikingowi (Exodus: Edge of Extinction i Progress: Evolution of Technology), ale w przypadku tego recenzenta praktyka tworzenia płatnych prezentacji na potrzeby Kickstartera nie jest żadną tajemnicą. Na dzisiaj jednak przestaliśmy zupełnie korzystać z tego typu usług.

W historii naszej firmy zdarzały nam się recenzje bardzo dobre, jak i kilka bardzo złych, za żadne jednak nie płaciliśmy autorom. Nie płacimy ani znanym recenzentom, takim jak Dice Tower czy Rahdo, ani tym mniejszym i początkującym – choć zawsze chętnie pomagamy im w ich pierwszych krokach. Każdemu, kto poświęca naszym grom czas staramy się „odpłacić” poprzez promocję ich recenzji w naszych mediach społecznościowych czy udostępnianie egzemplarzy recenzenckich. To zresztą jeden z najlepszych aspektów naszego przemysłu (i hobby) – obustronny szacunek i przyjemność tworzenia czegoś wspólnie przy wspólnym stole z grą.

Z drugiej strony, wielu recenzentów przyznaje, że prezentacje gry na potrzeby Kickstartera stanowią płatną usługę. Osobiście uważam, że to podejście uczciwe. Jak długo wydawca nie płaci za zmianę opinii, płatne prezentacje nie stanowią niczego zdrożnego.

Aby poprzeć powyższe przykładem, mogę wspomnieć nasze ostatnie kampanie na Kickstarterze, w których pojawiały się fantastyczne animacje z zajmującego się produkcją wideo studia Hexy. Czy ich twórcom nie należy się zapłata za wykonaną dla nas pracę? Należy się jak najbardziej – szczególnie, że nie płacimy za opinię, ale za wykonany na zlecenie produkt w postaci krótkiego filmu.

Mam nadzieję, że udało mi się rozwiać wątpliwości dotyczące płatnych recenzji. Płatne recenzje istnieją – zarówno w Polsce, jak i za granicą – ale większość zarówno recenzentów, jak i wydawców raczej od nich stroni. Czy to dobrze i czy ta sytuacja nie ulegnie zmianie – nie sposób dziś powiedzieć. Jestem jednak pewien, że jak długo przekaz informacji pozostanie jasny, wielka planszowa rodzina fanów i twórców raczej na tym nie ucierpi.

Wpis oryginalnie opublikowano w języku angielskim na blogu NSKN.

0 Udostępnień